Pani doktór nawet mnie nie badała spojrzała tylko na wypis ze szpitala i powiedziała:
"Na rany boskie kto panią z podejrzeniem zatorowości pościł do domu"... i dlaczego nie przepisano mi heparyny.
Ja na to ale jaka zatorowość, jaka heparyna o co chodzi...
Bo przeciętny człowiek rozumie z wypisu tyle co mu powiedzą i nie wczytuje się w trzy strony badań dołączonych do nich a to błąd, który mógł nie kosztować życie.
Po operacjach bardzo często dochodzi do zakrzepów o czym nam się, też nie mówi a przy moim braku węzłów chłonnych w pachwinie nogi prawdopodobieństwo np. zakrzepu płucnego bardzo wzrasta.
Dzięki Bogu, moja pani doktor skierowała mnie do wspaniałego szpitala w Bystrej gdzie są kompetentni lekarze, którzy mi zadali to samo pytanie, czyli:
"Na rany boskie kto panią z podejrzeniem zatorowości pościł do domu".
Tam spędziłam następne trzy tygodnie dochodząc do siebie...Jednak ten pobyt po mimo przykrych badań jak np. bronchoskopia wspominam bardzo dobrze. Bo lekarze i personel, którzy tam byli traktowali pacjentów jak ludzi co nie zawsze się zdarza w innych placówkach.
Teraz muszę wrócić do 1cz. tego cyklu.
W nim pisałam , że źle się czułam po drenażach limfatycznych, na które się zgłaszałam w ramach rehabilitacji z NFZtu.
Jak już wspominałam nie mam węzłów chłonnych w pachwinie więc sączka ( limfa) mi spływa w dól nogi, i dla tego teoretycznie, żebym mogła odpowiednio funkcjonować i nie mieć nogi jak słoń Bambo i bólów oraz zatorowości jest potrzebny drenaż.
Jednak...teraz już wiem, że jeśli ciśnienie limfatyczne jest zbyt gwałtownie np. przy drenażu mechanicznym, to może nastąpić przesiąk limfy np. do opłucnej i w moim przypadku taka terapia jest nie wskazana. Wchodzi w grę tylko drenaż ręczny.
Najśmieszniejsze jest to, że o tym nie wiedzą lekarze rehabilitanci , którzy mnie skierowali na drenaż mechaniczny,
Mój mąż tak długo szukał na forach medycznych, aż znalazł wyjaśnienie tego co mi się przytrafiło. Czyli zależności limfy od ciśnienia. Jednakże pacjent powinien być poinformowany przez lekarza o możliwości powikłań przy rehabilitacji.
Wtedy w razie CZEGO wiedziałby co się dzieje...
Mam wrażenie, że u nas część lekarzy szkoli się tylko w swojej dziedzinie mając klapki na oczach.
Nie zastanawia się jakie konsekwencje, może wywołać dana choroba i nie konsultują się miedzy sobą.
Zero współpracy.
Nie mówią pacjentowi na przykład,że po usunięciu jakiegoś organu człowiek, może mieć skłonność do zatorów...a my o tym nie wiemy.Nie jesteśmy lekarzami.
Moja teściowa dwa lata po usunięciu piersi (oczywiście nowotwór) zmarła na zator...nic dodać nic ująć.
Gdyby lekarze jej powiedzieli o tym pewnie by się pilnowała i brała odpowiednie leki. No cóż życie.
Lekarze powinni się ciągle uczyć i rozmawiać z pacjentami lub zmienić zawód jeśli pacjenci im przeszkadzają. Prawda...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz