Niestety okazało się, że życie nie kończy się na pierwszy, drugim czy trzecim...nowym początku.
Po trzecim życiu zaczęło się kolejne i teraz już wiem, że nie wiadomo jak długo potrwa....czy jest tym ostatnim...
Zaczęło się niewinnie jesienią zeszłego roku (2012) dostałam z NFZ-tu tzn. drenaże limfatyczne, żeby poprawić stan nóg. Po tych drenażach bardzo źle się poczułam. Zaczął mnie boleć kark i lewa strona pleców miałam kłopoty z oddychaniem doszła gorączka i czułam się tak fatalnie przez 2 tygodnie. Dostałam antybiotyk i jakoś się wylizałam (teraz wiem, że to był łut szczęścia).
Na wiosnę po drenażach sytuacja się powtórzyła. Ból pleców kłopoty z oddychaniem.Po pierwszych kilku dniach zdecydowałam się na antybiotyk.
Niestety okazało się, że mam na niego uczulenie i musiałam go przerwać. Było coraz gorzej a to był długi majowy Weekend, nie chciałam zawracać nikomu głowy by jechał ze mną na pogotowie.
Leżałam w domu biorąc środki przeciw bólowe i rutinoscorbin.
Tak minęło dziesięć dni....zgłosiła się w końcu do lekarza ale kolejny antybiotyk nie pomógł. Było już za późno. Wylądowałam w Szpitalu Wojewódzkim na sobotnim nocnym dyżurze...
Lekarka nie chciała mnie przyjąć. Ból pleców i kłopoty z oddychaniem, gorączka i nie pomagający antybiotyk nie były dla niej żadnym przesłaniem do z diagnozowania. Choć choroba trwała ponad 2 tygodnie. To, że byłam pacjentkom onkologiczną z obniżoną odpornością, też nie miało znaczenia dopiero...jak poprosiłam odmowę przyjęcia na piśmie to usłyszałam:
"Proszę zostać jak nie macie co w nocy robić, badania będą do rana"
Do tego dostałam złośliwy uśmieszek gratis...
ale jak Pani doktor dostała moje prze świetlenie płuc, na którym było widać wodę to mnie przeprosiła i szybko robiła resztę badań.
Jednak o przyjęcie do szpitala nie tak łatwo...ale o tym następnym razem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz